Odbywają się one w Gdańsku, w Ratuszu Starego Miasta. Dyskusja ma miejsce w przestronnej
i imponującej Wielkiej Sali, zwaną obecnie Salą Mieszczańską.
Ratusz Staromiejski jest siedzibą instytucji kultury od 1953 roku. Obecnie jego gospodarzem jest Nadbałtyckie Centrum Kultury, które zajmuje się integracją i promocją środowisk artystycznych
i naukowych w regionie Morza Bałtyckiego, a także realizacją zdarzeń artystycznych i projektów kulturalnych.

fot. Cezary Gierszewski
Debata dnia 3 stycznia 2008 r.
Propozycja:
Prof. Andrzej Żurowski, dr Jacek Staniszewski,
mgr Mateusz Pęk
Opozycja:
Prof. Piotr Kawiecki, dr Romuald Piekarski, mgr Jan Konieczny
( więcej zdjęć i charakterystyki debatantów w dziale Mówcy )
Pierwsza debata Towarzystwa Debatującego zaczęła się od kilku dokładnie przemyślanych wypowiedzi, począwszy od profesora Andrzeja Żurowskiego, który wysnuł hipotezę, że to tylko specyficzną część społeczeństwa można obrazić sztuką, a mianowicie kołtuna, który "chroni ludzi przed propagowaniem nowości i pielęgnuje strupiałą skamielinę, która jest pustą formą". I który słowami: ".kołtun musi być uderzony tak silnie, by umarł i zauważył, że jest strażnikiem śmierci.." wyraźnie określił się na stanowisku propozycji i jako pierwszy silnie wpłynął na pogląd widowni na dany temat.

Lecz nim ucichły szepty po oratorskim majstersztyku profesora Żurowskiego śmiercionośną ripostę wystosował profesor Romuald Piekarski, który nie tylko przedstawił swój pogląd, nazywając szokujących odbiorcę artystów nazwał arcysofistami, ale również błyskotliwie podjął rzuconą rękawicę w postaci kołtuna i zauważył, iż: " Arcysofista sam upodabnia się do kołtuna, zmieszczaniał.
Nie odszedł daleko od ludzkiej małpy, którą małpuje".

Kolejny mówca propozycji doktor Jacek Staniszewski odwołał się do społecznych okoliczności kiełkowania świadomości bycia artystą. Mówca stwierdził, że są one nieprzychylne i emocjonująco przekonywał, że ".artysta na wstępie jest obrażany za swój wybór, gdyż stara się robić rzeczy, które kiełkowały w jego wnętrzu. Dlatego stuka złością ma prawo wybuchnąć przeciwko tym, który ją obrażają". Argument ten został poparty wieloma bardzo konkretnymi przykładami z różnych dziedzin sztuki, wśród wyróżnionych obrażonych obrażających znaleźli się popartowy malarz Hamilton w dziele "Just What Is It that Makes Today's Homes So Different, So Appealing?", absurdalna grupa Monty Pyton, kontrowersyjny fotograf Oliver Toscani, czy w końcu punkowi guru Sex Pistols w utworze "My Way", tekst.

I tu wyłonił się kolejny opozycjonista magister Jan Konieczny, który uznał, że debata o granice obrazy do której może zbliżyć się sztuka implikuje z dwóch poglądów wolności; absolutnej i prawnej (powstałej z konieczności na drodze umowy społecznej). Z tego dualizmu znaczeniowego pojęć jakimi kieruje się artysta i społeczeństwo wysnuć można linię obrony dla niezaprzeczalnego faktu, iż czysta sztuka,
która w ostatnim czasie oddzieliła się od techne jest poddawana krytyce i wchodzi w konflikt z obowiązującym prawem, jako części systemu, którego nadrzędną funkcją jest obrona gatunku.
Ponadto mówca podkreślił, że sztuka jest wyłącznie luksusem dla systemu który wymaga minimum moralności a maksimum konformizmu i dba wyłącznie o formę, którą to właśnie współczesna sztuka odrzuca. Magister Konieczny odwołał się również do wspomnianej koncepcji kołtuna, który według niego jest wyznawcą tabu, narzuconego przez system.

W tym momencie głos zabrał magister Mateusz Pęk, który dzięki swoim doświadczeniom podczas pobytu we Francji może porównać tamtejszy stosunek do sztuki z naszym, podwórkowym, polskim.
Po powrocie był zaskoczony, gdyż w społeczeństwie zachodnioeuropejskim obrażanie się o formę jest kompletnym absurdem. Ukazał tym samym zaściankowość polskiej mentalności i wskazał podejście ambiwalentne do Naszego, a mianowicie amerykańskie podejście "shameless", które nie uznaje jakichkolwiek zahamowań i podkreśla, że sztukę należy doświadczać. Podsumowując, magister Pęk stwierdził, że nie tylko sztuka ma prawo obrażać, ale musi oczyścić nasz piękny kraj z dulszczyzny i mylnego ideału "upper-middle class-owości"

Ostatni mówca opozycji, profesor Piotr Kawiecki zaczął od wyznaczenia pola, na którym sztuka wciela się w rolę obrazoburczą. Znalazły się wśród nich wartości: "estetyczne (piękno, dobro), światopoglądowe, etyczne, religijne i polityczne". Profesor słusznie zauważył, iż sztuka wpisała się w system społeczny i obecnie podlega takim samym prawom rynku, jak wszystkie inne usługi czy towary. W związku z tym grono współczesnych artystów próbuje przypisać sobie etykietkę, która "zrywa
z mitem artysty społecznie homogenicznego". Działania mają według naszego mówcy podłoże wyłącznie marketingowe i artyści typu Mitoraja, czy Nieznalskiej uznaje za rzemieślników, którzy obrażając znajdują swój target.

Po pierwszej części debaty, czyli wypowiedziach wszystkich zaproszonych mówców, do pojedynku której stawką było rozstrzygnięcie odwiecznego pytania o granice sztuki, stanęli co odważniejsi przedstawiciele zebranej publiczności.
Studentka filozofii pani Celina Głogowska zaskoczyła wszystkich pytaniem które skierowała do naszych mówców: "Mam wrażenie, że dyskusja nie toczy się o to, czy w może obrażać kołtuna, lecz czy ma prawo uderzać w sacrum?"
Odpowiedzi debatantów różniły się, lecz głosami reprezentatywnymi zdawały się być wypowiedzi doktora Romualda Piekarskiego, który zauważył, że artysta to człowiek lepiej uzbrojony niż polski everyman, z tego powodu "oczekuje się od niego honoru - czegoś na kształt etosu rycerskiego, tak więc nie może on obrażać" i wypowiedź profesora Andrzeja Żurowskiego: "obraza wartości jest potrzebna do oczyszczenia z głupoty stereotypu myślowego"
Kolejny reprezentant publiczności, jak jego poprzedniczka nie pozostał w mainstreamie dyskusji, ale swoim pytaniem powrócił do poruszonego zagadnienia artysty - jednostki gospodarczej: "Czy artysta, który niszczy sacrum i staje się antypopulistą robi to, aby zyskać popularność?". I tu ponownie wkroczył profesor Andrzej Żurowski ze swoim pytaniem retorycznym: "Czy obrazy dopuszczają się wyłącznie nieznani pseudoartyści, byli artyści, czy kiepscy rzemieślnicy -Nie!, gdyż w sacrum uderzają również artyści uznani, którym takie posunięcia raczej odbierają publikę, niż jej przysparzają"

Po tak silnym i trafnym argumencie na widowni zawrzało, czego wyrazem może być spontaniczna wypowiedź pani Anny Łukasiak: "Sztuka nie musi się bronić. Artysta również, gdyż bez obrazoburczej sztuki nie ma innowacji".
Po tych wypowiedziach zgodnie z porządkiem oksfordzkim zaproszeni mówcy poproszeni zostali
o krótkie podsumowanie. Profesor Andrzej Żurowski pomimo już i tak szerokiego spojrzenia na temat debaty wykrzesał jeszcze jedno porównanie, otóż według niego przeciwnicy obraźliwej sztuki są podobni kolonialistom, którzy ratowali poczciwych dzikusów, tak jak dzisiejsi stróże moralności chronią społeczeństwo. W odpowiedzi doktor Romuald Piekarski wytoczył najcięższe działa i stwierdził,
że "Dziksi są wśród pretendentów do artystów, oraz jeśli artysta ma być odnowicielem, prorokiem,
to musi dobrowolnie poddać się chłoście. Żaden człowiek nie może obrażać innych bezkarnie, a artyści chcą tylko otworzyć sobie tylnią furtkę.". Ostatnią ripostę wystosował jeszcze doktor Jacek Staniszewski zaznaczając, iż: "Artysta to nie deprawator, lecz terapeuta. Mówi on o rzeczach trudnych. To raczej rodzaj masochizmu, gdyż artyści dobrowolnie wykluczają się poza nawias społeczny i dlatego mają prawo zrywać listek figowy". Przeciwną opinię zaprezentował magister Jan Konieczny z groźnym tembrem głosu wyłuszczając, iż obraza ma charakter rewolucyjny i jest wbrew systemowi, którego ostatnią ostoją zdaje się być art. 196 Kodeksu Karnego
Art. 196. Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat...
Natomiast magister Mateusz Pęk podkreślił, że sztuka współczesna otwarta jest na interpretacje, lecz kto nie rozumie sztuki nie może się o nią obrażać. Silny akcent pozostał także na koniec w wypowiedzi profesora Piotra Kawieckiego, który wytknął oratorski wybieg profesorowi Żurowskiemu i nazwał takie użycie pojęcia katharsis "kartoflanym uproszczeniem", które wynika z nieścisłości definicji, gdyż użyte zostało w nieco innym znaczeniu niż powszechnie uznawane i podkreślił, że metafora nie jest niewinna, a powszechnie rozumiane pojęcia to nie prywatny język artysty. Po tak mocnej nucie mogła nastąpić tylko pauza.
Po podziękowaniu za wypowiedzi mówcom poproszono zebraną widownię do merytorycznej oceny przedstawionych argumentów i opowiedzenie się po stronie opozycji lub propozycji. Po jawnym głosowaniu szala została jednoznacznie przechylona na stronę propozycji, a całe zebrane towarzystwo nagrodzono gromkimi brawami.
Mateusz Nowak® ;)